NAUKA-SALSY-LODX.PODHALE.PL

Forum dyskusyjne
It is currently September 5, 2010, 4:00 am

All times are UTC





Post new topic Reply to topic  [ 1 posts ] 
Author Message
 Post subject: Przygody lorda slizgacza
PostPosted: 1999-02-12 00:00:00
Online
Registered User

Joined: 1999-02-12 00:00:00
Nikomu i tobie.
--------------------------------------------------------------------------- -
---
***
juz nie mam w sobie tamtego blasku,
a ogien moj - piekielny, wygasl juz
wiem, nie bedzie juz wiecej, ni brzasku,
ni zadnych straszliwych, nadmorskich burz.
wiec pozostaly ranki, bez smiechu,
poludnia milczace i glodne,
zmierzchy bez strachu i grzechu,
a noce, ni ciemne, ni chlodne.
***
w oddali gdzies slonce
ucieka przed noca
aby powrocic
wraz z pierwszym switem
aby mnie zbudzic i uspic
zarazem
przeczekam - zaczekam
az po kolejny zmierzch.
***
Postanowilem dzis zrywac fiolki,
aby uleczyc swych wspomnien wir.
Wraz z pierwszym brzaskiem
wyszedlem na droge,
aby do lasu zawiodla mnie.
Na drzewach szepczacych
Ptaki spiewaja swoje melodie,
ktore tak ciesza swoja radoscia.
Przez las drozynka niezbyt szeroka,
wybijam gluchy na wszystko rytm.
A martwy motyl przed moim butem
nie wzbudza litosci, a raczej wstyd,
coz...
mialem zobaczyc fiolki.
**********
Dzis moje urodziny,
na polu walki trwaja zawziete,
Dzis moje urodziny,
a hordy dzikusow morduja sie wzajemnie,
Dzis moje urodziny,
plona pozary ognisk w obozach wrogow,
Dzis moje urodziny,
druzyny gotuja sie do ostatniej bitwy,
Dzis moje urodziny
wiec pokieruje nimi ku zagladzie.
***
Dwa plus dwa nie zawsze jest cztery
czasem gdy nudza mnie cztery wymiary
uciekam w piaty by zniknac z widzenia
juz jestem bezpieczny przy sobie samym.
Wiele gwiazd lsni
Prosty swiat moze snic
Znikoma tresc ucieka
Miedzy palcami przecieka
Tak samo jak woda.
Zwykly swiat - kondukt trwa
kolorow - czern dziki czas
Bezmyslne mysli snia o potedze
piate wymiary - ucieczka przez czas.
***
Chcialbym, byl do mnie wrocila Poezjo
by przezyc tych stanow, z skrajnosci w skrajnosc
Noca szalony wychodzic w swiat chce znow
i co noc dac swoj wzrok, sluch, czas bezdomny
Chcialbym tez odzyskac swoj wzrok Poezjo
na nowo swiat widziec normalnie - jak swiat
Zobaczyc znow tyle, na ile jest barw
choc tecz nie musze ogladac zbyt wiele
I chcialbym, tez wreszcie odzyskac siebie
tego kim bylem, nie tego kim jestem
bo widzisz Poezjo, to wszystko jest tak
jakby ktos zamknal mnie we mnie - zlosliwie
zamiast normalnie mnie wypuscic na szlak
bym mogl zmartwychwstac niczym tak jakby ja.
sonet francuski
1 XII 1997
(22 IX 1998)
***
"Wiele drog prowadzi do swiatla
byleby tylko bylo wszystko dzis."
Przenikam kropla morza potrzeb
byleby wiedziec jak snic
byleby czuc swiat moich dloni.
Jeszcze tylko raz, raz byc-byc.
Wysnilem sobie czas
proby i spelnienia,
chociaz to tylko juz sen,
niestety sen...
16 VIII 1998
***
Let me out of this!
I feel like sanity!
Those colors of black,
those sounds of silance.
The sanitarium - I'm in
I'm like one of you,
I'm insane, I know,
I won't be like you!
I will be like you!
I think I must be insane
I think I must be dead.
Killing the silance
the silance survives
I need some time
for the desires of me.
16th of august 1998
***
"gwiezdzista piesn o poranku
ogluchla od huku spadajacych gwiazd"
gwiezdzisto-bezgwiezdna noc
palony gdzies ogien
bol i rozkosz -- alkohol po swit
gdzies cos nijakie
spalilo moje ogrody
wzgardzone noca chodniki
i niemo-wulgarny wzrok okien
cykady na skrzypcach
w oddali gdzies kroki
i tylko gwiazd...
gwiazd miliardy.
16 VIII 1998
***
przybylem, zobaczylem -- jestem
jakze jest latwo zostac tu,
gdzie nikt nawet nie czekal.
Przybylem, zobaczylem -- jestem
bo tak najprosciej, bo tak potrafie,
bo trudno jest odejsc,
zbyt ciezko jest zniknac...
23 IX 1998
***
Dlaczego patrzysz?
czekasz na riposte?
po tych uszczypliwosciach,
czekasz na rewanz?
Czekaj, czekaj,
a ja tymczasem znikam.....
***
Zbuduj mnie, wybuduj od nowa
zostaw sny, a koszmary schowaj
zbuduj mnie, ulep z innej gliny
jesli chcesz, nie poczujesz winy
zamien mnie, az po fundamenty
a zapomne dzis wszystkie zle momenty (najgorsze momenty)
utworz mnie, zamien moja dusze
uchron mnie od tych naglych wzruszen
przezyj mnie -- tylko tak zwyczajnie
ZABIJ MNIE! tak niejednostajnie
w nieszczerym zalu mnie potem zachowaj
by ludzie juz tylko poznali twe slowa
podpal mi dusze zamecz me cialo
bym nie narodzil sie juz nigdy calo. (calo w sensie: bez ran)
31 VIII 1998
(sonet francuski)
***
jesli mam kiedys uwierzyc
w twych slow tysieczne potoki
i jesli musze dzis przezyc
dzien -- bez nawet jednej zwloki
lub jesli kiedys uwierze
w twoje prawdziwe klamstwa
proste pulapki warowne wieze
nieznane smoki i znane panstwa
Czy bede juz godzien
i twojej i mojej zaplaty
Czy bede mogl spojrzec
w lustrzane oblicza?
Czy tylko zostane
jak przedtem --
niegodnym chlopcem do bicia.
24 IX1998
***
A gdy juz do zsypu wyrzuce
swoje najglebsze pragnienia
I gdy w kloace utopie
uczucia, slowa, marzenia
Zostawie daleko z tylu
tuz za moimi plecami
I ciebie i siebie i nic.
a kiedy juz wreszcie wyrzuce
do zsypu me wszystkie marzenia,
by skonczyc swoj czas urojenia
10-11 XI 1998
Gdansk
***
Na fali swiatla
wyplynac tak noca
i mijac przechodniow
i wszystkie dziwactwa
Na fali swiatla
ponad chodnikiem
oraz nad ulicami
uniesc swoje najblizsze
skarbom uczucia
by wierzyc i tracic
wiare zarazem
w to co najblizsze i
tez najniedosieglejsze.
20 X 1998
***
"judasz"
Widzialem go wczoraj
padal deszcz
a On szedl i szedl,
z brzekiem w kieszeni
On szedl i szedl
Krzyknalem do sladow jego
Gdzie jest twoj dom?
spojrzal na mnie,
przystanal...
padal deszcz.
Widzialem go wczoraj,
padal deszcz,
a On szedl i szedl
bez celu, dla siebie
szedl i szedl
Chcialem pobiec, zatrzymac,
stalem i stalem,
Gdzie jest twoj dom?
szept zdlawiony.
Przystanal zmartwiony.
Sprzedalem - powiedzial,
juz domu nie mam...
7 II 1995
***
prawda, przyjdz i badz
gwarantem, emisariuszem.
nie wiesz jak byc?
badz apostolem, oredownikiem.
prawda?
czasami do okien stukasz
by pytac o prawde
i w noc lub takze w dzien
pukasz, pukasz, pukasz
prawda jest twoim zywiolem
wstrzykujesz ja sobie.
przez igle przeciskasz,
by potem w amoku wedrowac
i pukasz do okien szalony.
czy chcesz?
czy wiesz?
ze gdzie?
ze co?
ze jak?
gdzie zdazasz? do prawdy?
czy tam gdzie odpowiedzi mieszkaja?
bez formy pytan,
zwyczajne slowa?
dawno
***
swiat umarl, juz mundurowi
w plastykowy worek go zapinaja
zrobia mu sekcje zwlok,
potem ustali sie winnych
i zbierze sie swiadkow
I bedzie proces i werdykt
skazujacy, wyrok bedzie wykonany...
28 X1998
***
Ciasno mi dzis w twoim sercu
kiedy slonce, trawa, wiatr
wyjde chyba dzis pobiegac
potem przyjde, wroce, wejde
i zaczekam tak na ciebie...
28 X 1998
Miasto a w nim Ty i usta twoje
a na tysiecznym brzmieniu gwiazd
w swietlistym aksamicie oczu dwoje
zieleni kwiatow dubletowy blask
juz nie dla mnie blekity i roze
nie dla mnie spiewy i bale
bo dla mnie wiezienie i burze
A noce- miliardow gwiazd plejady
z lamp ulicznych swietlne promenady
poswiaty, pomroki i cisza
a moze morza szum i czasu szeptanie
prosby o gwiazdy, szczescie, strach przed rozstaniem
Juz nie potrafie osadzic, ocenic, opisac,
zabrano mi sen, wolnosc i mnie
osadzono w wiezieniu z twych oczu i ust,
bym przemyslal i wielbil przez czas
tam gdzie miasto a w nim ty...
28 X 1998
***
zdartych plyt nie zlicze
przez tyle swiatel i zmrokow
razem przesnionych gdzies.
garniec zycia wypic
nie skrzywic sie wcale
i niby nic, niby tylko tak
jak w starej basni tak stale
***
Zamienie swe wszystkie widzenia
i te najlepsze i te z koszmarow
za jeden dzien w normalnosci
Zloze marzenia, oraz spelnienia
na konto bezograniczonej radosci
posiade swiatlosc i zmroki
Zamienie bezbolnosc na sennosc
i oddam poezji dzikie zawroty
za jeden malutki, zwyczajny,
niewymuszony usmiech z mych ust.
Chce wreszcie usmiechnac
sie w czas..........................
30 X 1998
***
pozwol mi byc twoim smieciarzem
chce twe smieci zbierac dzis
rozwine w tobie czystosci zmysl
zabije w sobie delikatnosci mysl
pozwol mi byc twoim smieciarzem
bym nurzac sie twym w burdzie mogl
bede twym malym, dzikim fetyszysta
niezlomnym i czystym antyterrorysta
XI 1998
***
Kolejna noc, juz swit
gdzies kot zamialczal, a glos jego
unosil sie, wibrowal-wirowal i umarl.
XI 1998
***
"Epitafium"
Wiele dlugow jeszcze zostalo
do zaciagniecia i splacenia
jeszcze czasu chyba zamalo
zostalo nam juz do strawienia
Zamknelismy zycie w strzykawkach
dawkujac je sobie kroplami
lecz zwykle po zaduzych dawkach
nie bylismy juz tacy sami
Te marna juz iskierke zycia
zadlawil zaduzy ruch tloczka
Ja wiem, ze tak balas sie zycia
jak ja jeszcze boje sie zostac
bo nikt mnie tu juz nie przywita
a dzien juz tak mi nie zaswita
(sonet francuski, 9 zgloskowiec)
XI 1998
(wczesniejsza wersja II 1995, 8zgloskowa)
***
Czasowosc w dlaczegosc
definiowatosc - okreslonosc
Podadac w melancholijnosc
poprzez dlaczegosc w niepewnosc
poparta brakiem odpowiedzi
szukac skrajnosci w skrajnosciach
Upadac w upadlosc
i dzwigac dostojnosc
przemilczec milczenie
zapomniec zapominanie
Zaplonac i splonac
jednoscia umnozyc
przemnozyc, rozdzielic
dodajac odjac
Wyplynac we krwi z zyl
przez calosc zeglowac
a potem zgasnac....
XI 1998
(**)
***
"cisza przygwozdzila mnie do sciany milczenia i cegami ciemnosci rwala
moje nagie cialo."
tu blisko zyje Strach
przychodzi do mnie co noc
i mowi "NIC!", a potem
odchodzi zmartwiony, ja wiem,
On placze.
Strach ma siebie za kompana
kiedy mowi ludziom "NIC!"
a ciemnosc jest jego siostra
I chodza w parze ja wiem
i placza by odejsc...
XI 1998
***
--------------------------------------------------------------------------- -
-
Zamiast poslowia
"Miriam"
przychodzi czasem
niezmiernie rzadko
i tylko na chwile
Mowi: dzien dobry
chociaz dzien wlasciwie sie konczy
caluje czasem i placze
z mych ramion
wymyka sie co dnia
przeplywa-odplywa gdzies w dal.
XI 1998
--------------------------------------------------------------------------- -
-
(*) Jest to zabieg medyczny polegajacy na usunieciu dolnej polowy ciala,
wraz z miednica, nogami...
(**) Nie sadze, aby udalo sie to przetlumaczyc na jakikolwiek jezyk.
"Moje rozstanie"
"Moj jest ten swiat. I moje to zycie!"
Pysk rozpalony, w glowie ten glos
I serce w piersi okrutnie wyje
Wiedzac, ze jutro opuscic mam dom
A ja, to miejsce kocham wspaniale
Was, co przyszliscie pozegnac mnie
Dac mi na droge wspomnienia rozgrzane
Abym w samotnosc nie zapadl sie
Ta noc jedyna, ta noc ostatnia
Bezduszny zegar sekundy gna
Pies -moj przyjaciel- skowycze strasznie
Przy moim lozku jak straznik trwa
Zawdzieczam jemu tyle co ludziom
Gdy chcialem -szczekal, gdy nie -zamknal pysk
Tropem instynktu gonil ku chuciom
Wtedy do bolu zwyklem go lzyc
Oj, sie dostalo mu kijem po karku
Nieraz pod knutem skamlal co sil
Ciagal jezorem po pustym garnku
Aby czyms zapchac zglodnialy pysk
Dzisiaj przepraszam cie, psino ty moja
Wszystko odwrocic bardzo bym chcial
Lezalbys teraz na miekkich kojach
Zamiast zlizywac skrzepy swych ran
Biegna minuty, pedza godziny...
Juz polnoc, ranek. Trzeba mi wstac!
I mysli we lbie - gromkie pioruny
Niczym oprawcy nie daly mi spac
Nie moge przemoc bolu wielkiego
Zaru, co pali serce i mozg
Ze nie zobacze domu slodkiego
Ze nie powroce juz wiecej tu
Duszo ty moja, na wskros rozdarta
Cozem uczynil, ze cierpiec tak mam?
Tys grzechem nie tknieta jak biala karta
Czemu wiec w piekle - w tej mece wciaz trwam?
x x x
Juz czas. Do diabla! wyruszac pora!
Patrzac za siebie uraniam lze
Czekajcie chwile! Jedna! Nie teraz!
Tych najwierniejszych usciskac chce
Ilesmy razem wody wychlali
A ile w zyciu mielismy bab
Wszystko to nasze cosmy przezyli
Podaj mi reke, ostatni raz
Zegnam te drzewa, nieba pochmurne
Wiatry, co nieraz smagaly twarz
Sniegi, zawieje, wiosny przecudne
Porzucic wszystko? A niech to szlag!
A ja bym chcial tu jeszcze pozostac
Raz jeszcze spojrzec w sloneczny blask
Zobaczyc Twoja wysmukla postac
Poczuc na sobie ust Twoich smak
Nie jestes ma pierwsza i nie ostatnia
-Rozlewa sie wokol perfum Twych won-
Lecz Tys jedyna dusza ma bratnia
Bez Ciebie wpadne w samotna ton
Ach, coz kobiety, gdy czas siegnac nieba?
Ach, coz milostki, gdy w przod trzeba gnac?
Krew w zylach moich juz wsciekle biega
I ustac w miejscu nie chce mi dac
Czas juz odmienic zycie okrutne
Nie chce przegrywac. Dalej na szczyt!
Zobaczyc serca porywy butne
Wsluchac sie w duszy wewnetrzny ryk
Dosc zalewania mordy po nocach
Dosc wina i wody. Grzecznosc? A tak!
Niechaj zostanie to w starych katach
I z mej pamieci uleci jak ptak
x x x
Koniec. Odeszlem. Rzucilem was wszystkich
Krewnych, przyjaciol i wrogow zlych
Lecz pamiec ma o was jak diament blyszczy
Posrod zszarzalych pamiatek mych
Zdjecia, wspomnienia serce me koja
Tak poraniome; samotnosc winna
Szpile tesknoty w gardle mi stoja
I sentymentow nie goi sie blizna
Czy my sie jeszcze kiedys spotkamy?
Czy dane bedzie rozmawiac nam?
I tylko ta mysl powraca czasami:
Moze -Do czorta!- nie zdechne tu sam!
Czern jest nocy kolorem
Czerwien za to wiecznym pragnieniem
Cudzolostwo jest grzechem, a my grzesznym stworzeniem
Czyz najwyzsza wartoscia nie jest zycie?
Coz ja o czym innym marze skrycie
Corko Ciemnosci, czlonkinio zjednoczenia,
Czy pamietasz poczatki twojego istnienia?
Panem burzy i wiatru i magii
Przymierze krwi
Wampiryczna moc, demoniczna moc
Przymierze krwi
Wylatuje pod postacia nietoperza w noc!
Przymierze krwi
Poczatek i koniec
Przymierze krwi
Czym stworzony, czym zrodzony?
Przymierze krwi
Czym krwi, czy prawdy spragniony?
Czy pamietasz ojca twego?
Nie ma przeto medrca innego,
Ktory by tak na swiat patrzyl jak ja
Czy pamietasz moje nauki,
Zapelniajace twej niewiedzy luki?
Daje ci klucz do klodki lancucha
-co wszelakie laczy zycie,
czy otworzysz go, czy tak jak ja ukryjesz skrycie?
Panem burzy i wiatru i magii
Przymierze krwi
Wampiryczna moc, demoniczna moc
Przymierze krwi
Wylatuje pod postacia nietoperza w noc!
Przymierze krwi
Poczatek i koniec
Przymierze krwi
Czym stworzony, czym zrodzony?
Przymierze krwi
Czym krwi, czy prawdy spragniony?
Czy nie jestes nedznym stworzeniem,
ktore najbardziej balo sie smierci?
Jakim wiec prawem masz decydowac o zyciu
Twoj strach -to ich strach
Polaczeni w jednym wirze
A zeby swe zatop w szyi zbrodniarzy,
Ktorzy ten lancuch zrywaja,
Gdyz oto jest wampiryczna zemsta i sprawiedliwosc
Panem burzy i wiatru i magii
Przymierze krwi
Wampiryczna moc, demoniczna moc
Przymierze krwi
Wylatuje pod postacia nietoperza w noc!
Przymierze krwi
Poczatek i koniec
Przymierze krwi
Czym stworzony, czym zrodzony?
Przymierze krwi
Czym krwi, czy prawdy spragniony?
Ciemna noc -blady swit
Na granicy -ja i ty
Zapamietaj slowa me
Gdyz to jest dziedzictwo twe
Wieko trumny twej zamkniete juz szczelnie
Nastepnej nocy obudzisz sie juz beze mnie
Gdyz oto po raz pierwszy od stuleci i ostatni spojrze na zlociste slonce
Zapraszam do swiata mojej morcznej poezji
A slowo sie rzeklo
urodzilo slowo
slowo na poczatku
na koncu i wszedzie
na podstawie slowa pozbawiasz sie zycia
przychodzisz na swiat
bo ktos powiedzial
kurwa
to tez slowo
i slowo jest kurwa
jestes zawsze slowem
slow zbiorem
slowotokiem
nosnik zycia jest slowem
definicje sa wszedzie
i tylko gdy tworzysz
brakuje ci slow
w gebie
a slowo stalo sie cialem
napatoczylam sie
6 styczen 99
Filmiki pazdziernik 91
co dzien witam niedosyt
maska za maska
rwie sie
by tylko zaraze na starym dziedzincu
powstrzymac
po trapezie wspomnien
umykam
kolsajac uciszonym pchnieciem
ten sen
ktory jeszcze wczoraj
byl mi obcy
w kotlinie darmowego snu
spoczywa skora
zywcem
teraz rozpostarta
pokrywa szczelnie
niechcenie
i nie nalezy juz do tej
co w ostatnia noc koledy
tkala wieczny listopad
bez bolu
za szerokim trojblyskiem
kolorowej mozaiki
reguly horyzontow
widze
bezczelny wyraz znakow zapytania
i wolam przez zamkniete usta
az krew setnym stopniem
starego wynalazcy
ksztalt jest zawsze subiektywny
bo oddaje wyobraznie
25 listopad 91
infrawidma
miedzy dwiema brudnymi szybami
domowego okna
spoczywa zniewolona
zapomnieniem i lenistwem
sterta muszych trupow
karmiac oko mojej wewnatrz glowy
i widzi dwa swiaty
29 styczen 92
chropowata fikcja
chorych interwencji
sprawia ze jestem
a oni wciaz interweniuja
10 luty 92
sklejak
spod astralnych kopyt
wyrwala sie szczatka bezksztaltnych plasan
swiadomych martwych motyli
wowczas nic
co by bylo ze mnie
owiane woalem splyconych pragnien
wydobyc nie jest w stanie
wonnosci nuty uwydatnien
to byla pierwsza porcja, tymczasem.Basia.
Wierny Ci na swoj sposob
------------------------------------------------
Ostatniej nocy, ach, zeszlej nocy
pomiedzy jej wargami i moimi
Padl twoj cien, Cynaro! twoj oddech zostal
rzucony
Na dusze ma/ pomiedzy pocalunkami i winem;
I bylem opuszczony i steskniony za dawna pasja,
tak, bylem opuszczony i opuscilem glowe:
bylem ci wierny, Cynaro! na swoj
sposob.
Noc cala/ przy moim sercu czulem
jej cieplego serca bicie,
Jak noc dluga w mych ramionach
w milosci i we snie
spoczywala;
Pocalunki jej kupionych ust z pewnoscia slodkie byly;
Lecz bylem opuszczony i steskniony za dawna pasja;
Gdy obudzilem sie odkrylem szary swit:
bylem ci wierny, Cynaro! na swoj
sposob.
Tyle zapomnialem, Cynaro! przeminelo z wiatrem,
z cisnietymi rozami, z ich zbuntowanymi kolcami,
Tanczac, by nie myslec o bladych, zagubionych liliach;
Lecz bylem opuszczony i steskniony za dawna pasja,
Tak, przez caly czas, bo taniec byl dlugi:
bylem ci wierny, Cynaro! na swoj
sposob.
Krzyczalem, ze chce bardziej szalonej muzyki
i mocniejszego wina,
Lecz kiedy uczta byla skonczona i lampy
pogasly,
Padl Twoj cien', Cynaro! noc jest twoja;
A ja opuszczony i steskniony za dawna pasja,
O! Tak glodny ust mojego pozadania:
bylem ci wierny, Cynaro! na moj
sposob.
czemu nie czuje
czemu nie znam uczuc
jestem jak zywy trup
posrod tlumu ludzi
prosze naucz mnie czuc
pokaz mi czym jest milosc
pokaz mi czym jest nienawisc
naucz mnie zyc
slyszalem, ze zycie jest piekne
18-10-1998
walczyles za Nia
oddales Jej calego siebie
za Nia zginela Twoja rodzina
przez Nia widziales smierc
widziales smierc swoich przyjaciol
oni tez za Nia zgineli
a teraz?
a teraz stoisz pod murem
a teraz stoisz i patrzysz
patrzysz w lufy karabinow
wymierzone w twoje serce
i wiesz, ze warto bylo
warto bylo walczyc za Nia
teraz stac z podniesiona glowa
i patrzec smierci w oczy
myslisz: "gine za ojczyzne
warto bylo, nie zaluje niczego"
i wszystko bylo by pieknie
gdyby nie glupie
spragnione zycia serce
siedemnastoletnie
18-10-1998(2)
ze zweglona dusza
podazam za horyzontem
wsrod tlumu ludzi
ktorzy dalaj sa ode mnie
niz zyciodajna gwiazda
szukam szczescia
ktore podniesie mnie z nicosci
i na nowo wypelni zywiolami
bym mogl znowu zyc
12-11-1998
jestes moim zyciem
jestes moja dusza
nie nauczyli mnie zyc bez Ciebie
kiedy patrze Ci w oczy
nie widze nic poza nimi
wtedy nie istnieje nic
tylko ja i Ty
patrze w nie jak jubiler
w 11 karatowy diament
nie widzac nic po za nim
wielbie twoje usta
czerwone jak zachod slonca nad Mexykiem
wielbie Twoje oczy
ktorych blask przygasza slonce
wielbie cala Ciebie
za to, ze jestes
oddycham Twoim zyciem
zyje Toba
jak swieca ogniem
jak ptaki powietrzem
jak moje serce miloscia do Ciebie
jestes wszystkim co mam
wiec nie opuszczaj mnie
bez Ciebie bede niczym
a "nic" nie czuje, nie widzi,
nie zyje.
SPOJRZ NA SIEBIE
----------------
Po raz kolejny
stojac w mroku patrzysz daleko w ciemnosc.
W strone miasta, na dom na ulicy. Okreslony dom.
Zawsze chcesz skonczyc, przestac i zapomniec. Porzucic.
Czasem pijesz. Nie upijasz sie - pijesz.
Zeby tworzyc i oszukiwac mysli; otworzyc glowe.
Duzo sluchasz, czytasz, ogladasz i spostrzegasz. Swiata.
Skladasz z elementow ukladanke wiersza.
Szybko i plytko oddychasz.
Drzysz. Jestes klebkiem nerwow, boisz sie dnia i nocy.
Dzisiaj, jutro i za tydzien. Kazdej przyszlosci.
Boisz sie utracic czego nie masz i nie bedziesz miec.
Obwiniasz siebie
za tamto, za to, za los wszechswiata, za pustke i nicosc. Za smierc.
Zabijasz tylko muchy na scianie.
Pijesz - latwiej isc naprzod, aby isc. Z pradem czasu,
w strone nigdzie.
Jest dobrze
- obok ciebie.
Jest xle
- w tobie i dla ciebie.
Szklanka opustoszala, jak serce i wiara w jutro.
Strach, zal, niechec, odbosc, brak - masz wszystko na co dzien.
Szukasz i nie znajdujesz. Nie masz.
Siebie.
Przy kolejnej szklance...
Wracaj!
"Samotnooa"
S3uchaj1c ciszy
Ogl1dam ciemnooa
Z pamieci maluje nicooa
I pustke twego serca
G3aszcze po grzbiecie
Radooa i smutek
A w k1cie cichutko
Bieda sobie piszczy...
* * *
usilnie wpatruj1c sie w ciemnooa
z trudem dostrzegam tw1 martw1 dusze
patrz1c w ogromn1 owiat3ooa
oolepia mnie blask twych martwych oczu
spogl1dam wysoko do gory
i widze malutki cien twego peknietego serca
patrze w do3, pod nogi
bezdenna przepaoa
dziel1ca nasze owiaty, nasze cia3a
* * *
ton1cy w morzu k3opotow i problemow
zagubieni w labiryncie naszych uczua
?ywcem pogrzebani w grobie mi3ooci
stoimy nad przepaoci1 dziel1ca nasze owiaty
boimy sie zrobia pierwszy krok, krok
i wpaoa w otch3an po?1dania i zapomnienia
wci1? szukamy owiate3ka nadziei
na koncu tunelu przeznaczenia
* * *
Siedze twarz1 w twarz
Z twym martwym cieniem
Gawedze sobie cichutko
Z tw1 martw1 dusz1
Siedzimy sobie wszyscy razem
Ty, ja, omiera i mi3ooa
W ma3ej opustosza3ej kafejce
Na bezdro?ach naszych uczua
Zamowi3ao dla nas
Po szklaneczce napoju mi3ooci
Ale jest dziwnie gorzki
I bardzo trudno go pia
Omiera sie omieje
Mi3ooa p3acze
I k3oc1 sie kogo ktora weYmie
"Nasze miejsce"
Uwiezieni pomiedzy Ziemi1 i snami
Zawieszeni nad przepaoci1
Ktora dzieli nasze owiaty
Wci1? szukamy swego miejsca w owiecie
Tylko w ktorym?
Moim czy twoim ?
* * *
Boje sie
Bo jesien
Nic nie chce
Mi sie
Misie ju? opi1
A ?o3ty lioa opada
O pada !
Ci1gle pada
Oziebia sie
O zieba nawet zmarz3a
I nagle:
O zima !
Ozima pszenica
Ju? posiana
Po sianie
Oladu nie ma
Niema panna
Zima
Przychodzi jak co roku
Co rokuje jakieo nadzieje
Na dzieje w
>"Grob"
>Oto kamien fundamentu
>na nagrobek uczuc stawiam
>zimny, twardy i odporny.

Troche tutaj, mam wrazenie, ze namieszales.
Nagrobek na fundament, a nie w kolejnosci odwrotnej?
Rozumiem intencje wstepu. P.L. chce wyglosic tutaj pewna
dojrzalosc uczuc... polegajaca na ich wykluczeniu.
>Jeszcze czasem my l swobodna,
>jeszcze z rzadka senna pamiec
>zbladzi w okolice okien
>niebezpiecznych...

Tutaj lagodzi swoje decyzje, jakby zostawiajac otwarta
furtke do swiata, w ktory dobrze sie wraca - do swiata usprawiedliwien,
niekonsekwencji nikomu nie przeszkadzajacych, kompromisow.
>I wnet bol swa dlon podaje
>chce powitac towarzysza

Lecz mimo, ze swiat, ten, do ktorego sie wraca bezpieczny,
to tutaj przypomina o bolu. W czulych ramionach wszak sie
latwiej rozplakac.
>jakby chcial umarle wskrzesic...

Umarle uczucia.
>Wtedy chlod zimnego glazu
>budzi trze wa rzeczywisto c,
>sny knebluje.

I p.l. powraca do momentu, gdzie latwiej sobie
radzic wyzbywajac sie uczuc.
A uczucie przez gabcie znane, wiec chetnie skomentowane.
Jednak... wiele w tym wierszu z opowiesci, mniej z poezji.
Tytul tak samo doslowny jak niedoslowny. Nie pasuje -w.g. mnie.
Wyobraz sobie zielone pieczary, zarosle trawa sciezki.
Schodzace rozgrzanym zboczem gory, w dol - po ocean niebieski.
Ale stoimy jeszcze na gorze i swiat jest z gory maly.
Pasmo niebieskie, zielona ziemia, pod fala biale skaly.
Antyczny swiat, kolumny blask, pod nimi zlote trony.
Frankonski las, wikingow lodz, lupy z polnocnej strony.
Jestesmy tutaj tylko my - i mija pierwszy dzien.
To powiesc, teatr, film czy sen ? - nasz pierwszy wspolny sen?
To swiat z twojego wiersza jest - czy takze bez powrotu?
Tam byly slowa, a tu tresc , bez skrzydel, bez odlotu.
Tamte zabawy, slowa, gry - a teraz sucha ziemia.
Jestesmy razem - ja i ty; pamiec - do zapomnienia.
I dokad teraz isc, ktory kierunek nowy?
Jak zyc, jak snic, jak patrzec w noc - na miekkim skrzydle sowy?
Wieczor nadchodzi, nadchodzi noc, drzewa podchodza blizej.
Podejdzmy takze blizej my - zamknijmy szeptem cisze.
A moze swiat bezludny jest, nie ma nikogo z nami?
Moze zaczynac trzeba czas - pierwszymi zakleciami?
Moze to swiat bez swietych ksiag, pusta planeta martwa.
I tylko my i _pierwsza_ ta - z nastepnej ksiegi karta?
*Aphilommen
Mowisz - 'odchodze'. Dokad chcesz odejsc?
Dobrze wiesz, nie ma tu innej drogi
Wszystko to marnosc, wszystko - zludzenie
Czlowiek utracil rajskie ogrody
Dobrze wiesz, nie ma tu innej drogi
Jest tylko _TU_ i tylko _TERAZ_
I nie mow prosze, ze sil nie starcza
Chwyc mnie za reke i chodzmy dalej
Juz nie daleko, jeszcze kawalek
Chwyc mnie za reke i chodzmy razem
Dopoki tchu, dopoki butow
Byle sie w miejscu nie zatrzymywac
Szczyt wynagrodzi nasze starania
Tam odpoczniemy na polnym kamieniu
Lecz teraz chodx juz, prosze nie zwlekaj
Dopoki dnia, dopoki nocy...
Gdy krwawe rogi z glowy rosna
rzucasz sie w podlogi horyzont
Tak Ty i ja wolam nadzieja
szdzac kazdy blad.
Skradasz sie powoli , miedzy  ciolka
niby lasic szary grom , w listowiach
ubarwianych potrzeba zielona
grana niczym marsz w trzewiach.
Nocnej ciemki furkot wysluchujesz
niczym zwiastun nadej cia.
Lecz na godno c zaslugujesz
Strzymaj proby pierwszej rygor
a po wiece ci nagrobek
w zloto brude rzezbion
bolu i placzu tron.
Lecz nie pomyl nasion nienawa ci
z krzykiem bolu wojny! Razem slowem
uderzajmy w gniazdo watpliwo ci
niby dobrze wycelowanym ciosem.
Nie unosic w czasie nigdy
oznak odlotowych mie ni.
Kiedy gniew trzepie mozgi
slowa rogate wspomnij.
Ty takze morderca mozesz zostac!
Swiadek , Swiadek kazdy zginie
tylko moze ci przeszkadzac
lecz nie ufaj swej obronie!
Ufaj nawet nie sobie! Krzycz
na siebie w cielke , gorzko
kiedy wrogie hufce krocza milcz
tak slodko , zloto.
O kurwa ty skurwielu slowa
waz niedbale! Badz pewny ,
ze przywali cie kupa cala
kiedy bedziesz  piewny.
"U wiadomiony"
Czeka czlowiek na autobus, choc nie znosi czekac.
Chcialby wsia c juz w pierwszy lepszy i szybko odjechac.
Chcialby jechac z towarzyszem, czuc za soba smak wolno ci!
Juz tylko ze szcze cia krzyczec, a nie z samotno ci.
Jednak wciaz jest skrepowany lancuchami otoczenia.
Sam zabija siebie w sobie, lecz juz sie nie zmienia.
Pograza sie w beznadziei, w bezsensowno c swego zycia,
na przyszlo c nie ma nadziei, jedynie siebie zabicia.
Teraz jednak, gdy zrozumial, ze zajebac sie nie moze,
szuka nowych drog ucieczki i kogo , kto mu pomoze.
Trzeba jednak glo no krzyczec, a on siedzi przyczajony,
nie znajduje wiec nikogo, w beznadziei pograzony.
W koncu jednak gdzie  umiera,
spelnilo sie mu marzenie.
Zakonczyl swa egzystencje
uslana cierpieniem.
W szumie wieczornego gwaru ulicy
posrod spieszacych do swych domow
na ciezko zapracowany odpoczynek
widze szara postac jakze inna od innych.
Gasze na swej twarzy zachwyt
przeciez wszystko poszlo dzisiaj dobrze
gasze bo widze szara postac inna od innych
idaca w tlumie na przeciw mnie.
Mam ochote spytac kim jestes
mam nadzieje ze nie odpowiesz
Chyba zbladzilem do innej dzielnicy
przepraszam zawracam zapomnialem.
Wieczorem gdy zgasnie szum miasta
pod pewna latarnia za rogiem
siada mlody chlopak z psem nas smyczy
zapala papieros zlamana zapalka
Zaciaga sie mocno dym wypuszcza
niebieski oblok otacza go wokol
za chwile powtorzy rytual palenia
zaciaga sie mocno dym wypuszcza
Pomysli przez chwile i znowu
zaciaga sie mocno dym wypuszcza
zaciaga sie mocno dym wypuszcza
i zgasi to co zostalo noga odejdzie
Mam slowo pisane
mam slowo mowione
mam wiersze swoje
mam nadzieje
Znam Twoja odpowiedz
masz malo czasu
przeczytaj jednak
jesli mozesz
Me wiersze pisane
dla Ciebie
w porywie uniesien
w smutku radosci
Czasami nie dobre
czasami brednie
pisane na pewno
tylko przeze mnie
objalem slup latarni
moje berlo - krola w ortalionie
jak co wieczor wszechmogacy
ustanowilem prawo na metrze kwadratowym
zimna byla - spojrzalem w gore
slonce wstalo na tle gwiazd
betonowi generalowie wokol
blysneli orderami
- to te nowe orszaki betonowe
tonowe i trzystutonowe
owe orszaki betonowe -
zaciskam zeby
calym cialem pragne
i stalo sie, nie wytrzymalem
i zaplotlem na niej ramiona
i wbilem sie zebami
w metalowa szara szyje
nasze jezyki zlaczyl mroz
z wysilkiem znow unioslem wzrok
orszaki przechadzaly sie teraz dookola
marszem, truchtem, biegiem, pedem
wirowaly lampiony i blyski ich oczu
jeszcze bardziej przylgnalem do ciebie
oplotlem rekami i nogami
w kroczu zaplonal lodowaty ogien
i wbilem sie gleboko w antarktyczne zelazo
a dxwieki wokol mialy predkosc dxwieku
swiatla - predkosc swiatla
ja - bylem krolem berla...
...ktore wreszcie posiadlem do konca
na waszych oczach betonowe matoly
na waszych oczach slonce i gwiazdy
na waszych oczach ulico i sniegu
na wlasnych oczach
- krola w ortalionie
zasiadziemy za stolem drewnianym, sczernialym
od kaw wylanych, dloni wspartych, chwil czasu przegranych,
od lez roztartych westchnieniem
zasiadziemy, zadumamy, smiech rzucimy wraz z koscmi,
potocza sie niestale jak kolo zdarzen i zbierzemy do kubka
szesciany, w odbicia twarzy wymalowane
zasiadziemy, pochwycimy zachwyt palcami
z babim latem odplynie my za nim latawce
w powietrze poslemy na wiatry szczesliwe
co pognaja z chmurami ku sloncu w nieznane
zasiadziemy za stolem drewnianym, sczernialym
oczy nasze i rece spotkamy
poplataja sie nam dni prawdziwe z marzeniem
niebo ze swiec gwiazdami zmieszamy
odfruniemy lekkim motyla skrzydel drgnieniem
najczulej dobranoc chichoczac wyszeptamy
* * *
noc nas do snu ulozy, otuli mrokiem
zmeczeniem omami, drzwi zamknie
w serc bicie wkradnie sie pokoj
nie bedziemy wedrowac dalej
* * *
najpierw jednak nad jeziora brzegiem
cichym pluskiem wiosla wode obudze
poplyne w mgle i znikne myslac, ze
na drugim brzegu...
Teraz gdy noc, i spisz, i swiadkiem tylko sowa......
odchodze kochana Aphilomena
Juz statek czeka w porcie
Korsarze juz zakopuja swoj skarb
Musze go odnalezc
Odyseusz zakonczyl wlasnie wojne z Troja
musze pomoc mu uniknac czarownicy Kirke
Aleksander szykuje jez slonie na blota Gangesu
Musze nauczyc go, jak przecina sie sznur
Vasco da Gama zbiera juz zaloge
Musze spotkac go Lizbonie i podarowac mu mosiezny kompas
Tyle nieodkrytych wysp
Tyle nie napisanych ksiazek
Tyle nie przeczytanych listow
Nie zestarzejemy sie razem w zimowy zmierzch
Nie bedziemy patrzyli po raz ostatni w nasze zmeczone twarze przez tysiac
ostatnich dni
Nie zajmiemy sie sadzeniem drzew i zbieraniem owocow
Nie bedziemy czekali razem na list od tych , ktorych urodzisz
Nie staniemy sie razem bardziej madrzy
Ani zapominajacy
po co jestesmy razem.
Zegnaj Aphilomeno......
Teraz, gdy statek moj zaraz odplynie i odplynie noc
Klade przy twojej dloni
Maly kawalek bursztynu, w ktorym zastyga pamiec........
Wyrzuc go....
*Aphilommen
+-------------------------------+
| Mysli z gotowego do snu lozka |
+-------------------------------+
Snieg bywal siny w odbiciach
niewyklarowanego dniem nieba,
bywal gladki i prosty
na nie pooranej porodami ziemi.
Strach bylo postawic stope
nadgryzajac poczatkiem droge.
Ciezko zostawialam lozko,
ale nigdy nie zalowalam.
A droga ginie w rozmleczonym powietrzu
umieszcza przed krokami znaki zapytania.
We mgle gubi sie najstarszy czas
zapisany w grubiejacych pniach.
Biel splywa kroplami wody
po galeziach rozpostartych nad wilgotnym swiatem.
W lozku cieplo i miekko,
mysli przyklejone do okna
- chce jeszcze troche pospac.
--
aniele strozu moj
czas rozwinac skrzydla !
czas brac sie do roboty
niewinno c mi obrzydla !
to grzech tak ciagle tkwic
w dzieciecym u miechu
rumience niewinno ci
najlepiej plona w grzechu
zycie mnie ukrzyzuje
a mnie nie potrzeba
juz teraz za zycia
wedrowac do nieba
a i ty aniele
taki  bezrobotny
w sadelko obrastasz
przysypiasz markotny
 nisz o terrory cie
co  lepymi kulami...
o krwawym psychopacie
miatajacym nozami...
a ja ? nieciekawy typ
niekiedy tylko zaklne
w Boga powatpie cicho
i znowu dlugie nic...
z tych nudow
to jakby
pieklo
piekniejsze ?
w szarzy nie
jak gdyby
 wieta
powszedniejsze ?
wiec czas zla pokosztowac
juz robia ze mnie  wietego
a ja nie chce byc  wietym
i gowno wszystkim do tego !
zaczne od waszych corek
same rwa do grzechu
gorzalka wpierw upije
dla pustego  miechu
za rok gdy oplatek
w sercach znow podzielony
aniele strozu zaplaczesz
lecz i szepniesz strudzony
dobrze, ze nie zabijal ...
grzesznik pierdolony !
"Lustro"
Jak przekonac sie
czy nie jestes tylko lustrem,
w ktorym widze odbicie
swoich wlasnych marzen?
To sie juz kiedys zdarzylo.
Lustro peklo
a za ta blyszczaca tafla
nie bylo nikogo.
Zostalem sam na sam
z pustka, cisza i pusta rama...
Lustro nie ma glebi,
nie ma wlasnego zdania.
Z lustrem nie mozna rozmawiac...
mozna tylko do niego mowic.
Nigdy o nic nie pyta...
Po prostu jest.
Mowisz - ono slucha,
jednak kiedy juz zabraknie slow,
nie pozostaje nic.
Chociaz to co czuje,
to przeciez nie wiersz,
nie piesn.
To tylko cichy szept;
wiatru za oknem,
kropli deszczu na parapecie.
Melodia mysli
w lagodnym rytmie serca.
Pogodny sen
o czyms pieknym i wyjatkowym,
wsrod lagodnego falowania
miesiecy i dni.
Czy znowu obudze sie
z policzkiem na zimnej tafli szkla?
Kim ze jestem
ciagle zadaje sobie to pytanie
nie wiem kim jestem
gdy codzienie patrzze w lustro
nie wiem kogo odbicie widze ale napewno
niejest to moja twarz
kim jest ten nieznajomy
czy to jestem ja czy to ktos wkradl sie w moje
lustro kiedy patrzze na niego poznaje tylko
te same oczy to samo powazne spojrzenie
zakaz dym razem wiedze inna twarz co to
moze oznaczac
kim jest ta osoba
czy to jestem Ja czy nie Ja
spytam sie kiedy ja nastepnym razem zobacze
kim jest
tak zrobie
juz wiem kim jest UW nieznajomy
to jestem Ja odziany w maske pozorow
udawanych uczuc zgory zaplanowanych odpowiedzi
reakcji i zawsze obawiajacy sie ludzkiej reakcji opinii
Kim jestem pot ta maska
czy kiedys sie dowiem
czy juz zostane bez twarzy
bez osobowosci ,tozsamosci
kim jestem teraz a kim bede jutro
na oknie mroz
za oknem snieg
i dudnia ciezarowki
tyle roznych rzeczy
dzieje sie niepotrzebnie
dzisiaj na przyklad
od odkurzacza oderwala sie rura
nie zauwazylem tego
i jeszcze przez jakis czas szuralem po dywanie
wczoraj zas
mowilas do mnie o swoich pieniadzach
spadajace gwiazdy
sa tak naprawde
kamieniami
spalajacymi sie w atmosferze
niepotrzebnie
bo przeciez
moznaby je
kolekcjonowac
zamiast kurzu
albo
wprowadzic taka reforme
zeby nic bylo wszystkim
a wszystko bylo niczym siersc
zgubiona przez psy poprzednich lokatorow
w szczelinach parkietu
na dywanie w groszki
i gdzies w srodku nas
chociaz o tym nie wiemy
w samym srodku naszych
rozsadnych decyzji
Dzisiaj znowu Ja widzialem
Samotnie spacerujaca po wiosennej lace
Zatopiona w rozmyslaniach Krolowa Milosci
Dzisiaj zalozyla sukienke w kwiaty
Wokol lataly miliony kolorowych motyli
Ktore jak liscie do Matki Natury lgnely
Szumiacy wiatr rozwiewal Jej delikatne zlociste wlosy
W ktorych skowronki sobie gniazdo uwily
A slonce ogrzewalo Jej jedwabista twarzyczke
Szmaragdowymi oczetami zaczarowywala wszystkie zywe stworzenia
I zjednywala je Sobie jak ogluszone szczesciem serca
By porwac ze soba najpiekniejszy smak zycia
Jej stopki oplatala magiczna latorosl
A w Swych bielutkich dloniach trzymala kisc niedojrzalych winogron
Ktore za Jej kochajacym dotykiem czerwienialy i zyciem sie napelnialy
To Ona najwieksza gorycz w slodycz zamienia
A sercem maluje najpiekniejsze krajobrazy
To Ona - Krolowa Milosci
STALEM SIE CZESCIA KRAJOBRAZU
Jestem wieksza czescia krajobrazu
niz drzewko, skrzynka z piaskiem lub miska.
Amerykanskie koty
(zupelnie jak psy)
i psy (oczywiscie)
uznaly mnie odkad
wodka przepalila mi jelita
a sol pluca.
Trzeba bylo skruszyc sie
postarzec
by zwierzaki
jak niemowleta
ufaly mi.
Garna sie do mnie
gdy pracuje albo zmeczony
leze na podlodze
gebe mi liza--
grzejcie mi nogi--mowie
i o swiecie zapominam lub zasypiam.
***
lekcja tanga
lekcja prostego chodzenia
lekcja trzymania wysoko glowy
i rytmu
i zgodnych krokow
chrapliwego dzwieku
ustnej harmonijki
poszarpanego oddechu
i powietrza
gonitwy w niespelnieniu
naglej ulewy
chlodnego smutku
i mimo wszystko
wygiecia karku
w gescie przyzwolenia
zapachu czerni
i muzyki
lekcja
pokory
lekcja
Czemu mnie budzisz
wietrze poranny
z mina zmartwiona
przy oknie mym ?
Cicho skowyczesz
z zalu
rozterki
odchodzac wkrotce
nie mowiac nic.
Dlaczego nie pukasz
promyku nadziei
wdzierajac sie do mnie
przez starty kurz ?
Cos chcesz powiedziec
przypomniec
wybaczyc
nim bezszelestnie
zabladzisz tu znow.
Dotykasz mysli
niechcaco
tak mowisz
kierujac w usta
zlepki slow.
Piszesz na twarzy
mej smutek
powoli
bym mogl zrozumiec
jak tesknisz juz.
Nagle odchodzisz
bezdusznie
w spokoju
bez cienia prawdy
zostawiasz mnie tu.
Pozwalasz mi zasnac
w mroku niewiedzy
lecz co sie stalo
ze milkna sny ?
"Zwierciadlo chwili"
Ono rozprasza dzien,
Ukazuje ludziom odbicie odarte z pozorow,
Odbiera ludziom mozliwosc rozrywki,
Twarde jak kamien,
Nieforemny kamien,
Kamien ruchu i widoku,
I blyszczy tak silnie, ze znieksztalca kazda zbroje i kazda maske,
Rzecz w reke wzieta nie raczy przybrac formy tej reki,
Rzecz zrozumiana przestaje istniec,
Ptak zmieszal sie z wiatrem,
Niebo ze swoja prawda,
Czlowiek ze swoja rzeczywistoscia.
"Ballada o przyjacielu"
Jest ktos w moim zyciu
Kto podal mi reke
Komu zaufalem i kogo nigdy nie zdradze
Ktos kto zawsze przychodzi mi z pomoca
Gdy ma gorszy dzien
Ktos komu ufam...
Ja nigdy...
Nigdy...
Nie zaufalem komus tak szczerze
Wciaz mam nadzieje, ze
On mnie nie porzuci
Ze nie zostawi mnie w tych brudach
W ktorych siedze po uszy
Gdy mam ochote wyjsc
I juz nie wrocic...
Jakas ogromna sila pcha mnie do Niego
Wtedy wracam...
Zawsze.
"Fundament"
Oto kamien fundamentu
zimny, twardy i odporny
niech nagrobkiem uczuc odtad.
Jeszcze czasem mysl swobodna,
jeszcze z rzadka senna pamiec
zbladzi w okolice okien
niebezpiecznych...
I wnet bol swa dlon podaje
chce powitac przyjaciela
jakby chcial umarle wskrzesic...
Precz! Z przed oczu!
Zyje chlodem - ze szczepionka
przeciw starym glupcom!
Pije trzexwa rzeczywistosc,
a nie...
nektar mrzonek.
------------------------
Pisanie wierszy
taka moja z Toba rozmowa
czasem smutna
czasem bezsenna
czasem slowo dodane do slowa
niepamecia dni co juz sie pochylaja
w upadku swym przymykajac powieki
zbednych slow coraz mniej
tylko mysli o pustych slowach
nie pozwalaja zasnac
wypelniajac umysl po brzegi
Gdzie jest taki dzien
taki wiatr
takie slonce
co wypelni moja pustke
pelnia twoich slow
taki dzien
ktory przypomni dni szczesliwe
ktore kradlismy naszej mlodosci
i pocalunki gorace
i ksiezyc
i wiatr i slonce
Ten dzien
juz jak mgla sie rozprasza
jeszcze w nim widze rysy twojej twarzy
jeszcze w nim slysze cieplo twego glosu
jednak kazdy milczacy poranek
zdejmuje kolejne szczegoly obrazu
juz go poznac nie moge
nawet nie wiem czy moze sie zdarzyc
choc moge jeszcze myslec o nim
moge jeszcze marzyc
Codziennie.
Przelecz rozdziera ramiona
w gescie polykania oplatka.
Poraz kolejny.
Rzeki zastygly w oczekiwaniu
zageszczonej tajemnica wody.
Tymczasem dobro i zlo
jednakowo z gor splywaja.
Niezmiennie.
gdyby ptak tylko jeden
w gniezdzie z zyl moich mieszkal
i kazde ziarnko piasku,
tak doskonale,
nie ocieraloby nogi w bucie,
i kazde slowo byloby niczym spiew:
-szumem padajacych kropel
szemrzacego nazwa
deszczu
to brakowaloby ust
otworzonych tylko po to
aby ucho rysowalo obraz
piekny w potknieciach
niedoskonalych rak
desz
czu
--
* * * * * *
daleko tej ciszy nocnej do ciszy
slysze zapuszczany motor, szum wody
w rurach, cykanie malego budzika
chinskiej produkcji
kochana
to nie odleglosc nas odgradza
gorzej
a przeciez jestes i tak ze mna/
we mnie
przejde na druga strone gdzie
przez okna
z autostrad dochodzi piesn wielorybow
mam wieksze od nich serce
uslyszysz moja/ piesn
Rozpuszyly sie klebiace i wielkie
Parowozy, parowce zimowe
Plyna pedzac, pedza plynac
W polowie: to po szynach, to po tafli
grudniowej
Czasem wyzej, czasem nizej zliczane
Zegar chwili odmierza ich wiecznosc
Podkradaja promienie sloneczne
Zlote nitki chca w bialoszarosc
wplesc jak w ogromna koniecznosc
Aby w dol, aby sypac, rozsypac
Podpatruja, przypatruja uwaznie
Miejsce gorne polacza platkami
Z miejscem dolnym tak niepowaznym
Ze zlatuja tylko tam ptaki
Zerem bliskim
gwiazdki z nieba w dol plyna
Z ojcow nauk w pamieci w dol pedza
Z meta bruku na chwile wtopione
sniegiem bedac
Porywaja nieuwaznych przechodniow
Tanczac z nimi nie baczac na checi
I wpisuja na moment w pedzacy
Lub w plynacy zyciorys pamieci
-----------
Watp, czy gwiazdy lsnia na niebie,
Watp o tym, czy slonce wschodzi,
Watp czy prawdy blask zachodzi,
Lecz nie watp, ze kocham Ciebie,
o najmilsza, niebieglym jestem w rymowaniu
lecz fakt ten uswiadamia mnie,
zem taki jak wszyscy inni do okola - cyniczni
Wiedz, zem bym dusze swa oddal dla Ciebie,
Jednak ja nie mam juz duszy ,
tylko kamien ktor coraz ciezy sie staje.
O niebiosa zrobie dla niej wszystko,
nawet umre jesli trzeba, lecz chce na pozegnanie
uslyszec od niej dwa wyrazenia:
Kocham Cie i Miluje Cie.
Teraz moe umrzec choc nielatwo mi jest,
z tym kamieniem na sercu gryxc sie.
Placzacy aniol, z przebitym
sercem,
na czarnej pustyni,
z dala od wszystkich,
piekielny ogien,
drzace powieki,
to jest czas proby,
w nicosci stojac,
probuje walczyc,
ze zlem,
szalejacym, szarpiacym,
wyrywa sie z sidel,
podnosi do lotu,
lodowym oddechem,
przebija mury niebios,
skomlac ze strachu,
przylega do ziemi,
wie ze nie zginie,
ale nie czy przezyje..
* * *
W kazdej, najbrzydszej nawet dziewczynie ukrywa sie Wenus z Milo.
Kazdy glupiec chciaby napisac traktat.
Kazdy morderca chcialby miec wlasnego psa, lub chocby zlota rybke.
Kazdy grzesznik chcialby spotkac aniola.
Kazdy tchorz chcialby obronic Czerwonego Kapturka.
Jestesmy teraz Tam.
Tam jest juz Tu.
Wenus rozmawia z hodowca zlotej rybki
Choc nie ma tu ani lustra, ani wody.
Aniol gra w karty i przegrywa
Choc nie ma tu kart, ani pieniedzy.
Dobry moze byc zlym, a zly dobrym
Chociaz nikt tu nie moze wykonac kary.
Czerwony Kapturek zostal uratowany
Choc wilk jest tu syty.
My odchodzimy na bok.
Choc nie ma sciezki, aby odejsc.
Choc nie ma swiatla, aby widziec.
Choc nie ma ust, aby calowac.
Choc nie ma rak, aby dotykac.
Sa tylko slowa, aby klamac.
Lub mowic prawde.
*Aphilommen.
APHILOMMEN ZAUWAZA, ZE MILOSC JEST LOGICZNA....
Nielogiczni przesylaja sobie karty swiateczne.
Nielogiczni podaja sobie przepisy na zupe grzybowa.
Nielogiczni prosza o cytat ze strona i rokiem wydania.
Nielogiczni odwiedzaja chorych w szpitalach.
A my, Aphilomeno?
- kocham miasto , w ktorym mieszkasz - bo w nim mieszkasz.
- kocham ksiazke, ktora czytasz - bo ja czytasz.
- kocham tego kota, ktorego trzymasz na kolanach - bo go trzymasz.
- kocham wode, ktora pijesz - bo ja pijesz.
- kocham niebo, ktore widzisz - bo je widzisz.
Wpatrujemy sie sobie prosto w oczy:
- kocham twoje oczy, bo sa twoje.....
- przegladam sie w twoich oczach.
Kiedy ty patrzysz na mnie,
kocham siebie.
Aphilommen zauwaza, ze milosc jest logiczna
I przestaje go martwic nawet wlasny egoizm....
Po drugie
Brodzilem noca w powodzi srebrnego pylu.
Blask miesiaca odbity w sniegu razil oko
I jak latarnia oswietlal sciezki nic siwa.
Odslanial czarna zaslone lesnego mroku.
W ciszy przerywanej tylko skrzypiacym krokiem,
Jak kocur ocieralem sie o kazde drzewo.
Pod lukami konarow, pod gwiaxdzistym stropem,
Szukalem dla siebie odrobiny nieba.
W plataninie tropow i gestej sieci sciezek,
Jak wilk, jak lis bladze brodzac w miekkim sniegu,
Uciekam przed swiatem jak scigane zwierze.
Czy jest jeszcze gdzies miejsce pozbawione gniewu,
Gdzie tacy jak ja mogli by w najlepszej wierze
Usnac, sluchajac przed snem slonecznego spiewu ?
SEN KRZYKU
Zalosny krzyk posrod platkow sniegu
Przeciskal sie
Uslyszanny przez nikogo
Rozplakal sie samotny i szary
W grudniowa noc
Usnal na chwile i snil
Ze jest lza na Twoim policzku
Splywajaca po cieple Twej twarzy
Ze jest smutkiem w Twych oczach
Blyszczacym
Ze jest platkiem sniegu na Twoich wlosach
Umierajacym
Posrod zlota
Ze jest szalencza mysla
Na Twojej skroni
I tak sniac zamarzl na smierc
Na wietrznym wzgorzu
omdlenia guzikow
zdarzaja sie coraz czesciej
jedni mowia
ze to wina zlego powietrza
inni nie mowia nic
bo nic nie maja do powiedzenia
omdlenia guzikow
staly sie nagminne
nie pomaga cucenie
rozcienczonym preparatem
na mola ordynarnego
guziki mdleja nadal
coraz wiecej rozchlystanych staruszkow
z niedopietymi rozporkami
na ulicach miasta
zaraza
czlapiac konwulsyjnymi kroczkami
zatacza coraz szersze kregi
czyzby to spisek
faszyzujacych zamkow blyskawicznych
a moze
feministyczna
zagrywka ponizej pasa
haftek i petelek
guziki mdleja nadal
i nic nie wrozy
aby im sie odwidzialo
Dzis jest jak codzien.
Rutyna, ped, drapieznosc-
tylko tyle potrafie
obnazajac sie przed swiatem.
Zgubione gdzies piekno i spontanicznosc
probuje wydrzec sie
spod twardego pancerza nowoczesnosci.
Czy dzis mu sie uda?
Nie potrafie sie smiac i cieszyc sie
nie potrafie sie otworzyc
nie poradze sobie sam,
Nie ma dla mnie ratunku
Jestem stracony...
Przedsen
To tylko jeden dzien
Wsrod nieskonczonosci czasu,
A jednak cala wiecznosc.
Wiecznosc ? - O jakze wydaje sie
Krotka przy jednym dniu tylko,
Dniu pozbawionym Ciebie.
Przez otwarte okno wkrada sie zimno,
To dobrze bo bede sie musial skupic
Na robieniu herbaty i na tym jak parzy mnie w jezyk.
A gdzie twoje cieple dlonie ?
Kogo dzis pala twe oczy ?
Kto Cie przed snem dzis caluje ?
Z gory Cie dojrzy przyjaciel,
Pajak Cypriana, pamietasz ?
On mi wszystko opowie...
Pogawedze z nim troche,
Jak kazdej nocy - bez Ciebie -
On mi wszystko opowie...
Dobranoc dniu,
Dobranoc pajaku na niebie,
Dobranoc...
Jak zawsze sam powiedzial do siebie...
"NIERZECZYWISTOSC"
patrzylem latami,
jak padala z nieba krew.
W gluchym spokoju
przewracalem stronice
zycia.
Przemawialem sam
do siebie...
skaczac po wersetach.
Jak stado wielbladow,
po czarnym sniegu... zaufania i niepewnosci,
wkroczylem niepewnie,
do ogrodu pelnego czewonych tulipanow.
W szalenczym poscigu
po spokoj,
drapieznie szarpanego,
przez
burze, ciemne chmury,
zamknely mi usta.
I nie powiedzialem nic wiecej...
chociaz.... Bog,
Utrudnial mi zycie,
Majaczac doczolgalem sie do
studni,
ale wiecej niz chcialem zrobic,
zrobil za mnie blekitny hologram,
ludzkiego przeklenstwa.
Papierowa gwiazda
(Bozonarodzeniowy wiersz Szalonego Glupca)
Strasznie sie odbijam w zlotych bombkach,
O - sza - la - lem !
Nie ma dzis we mnie nic z Sentymentalnego
Glupca !
Oddalem swoj rozum do pralni,
Zeby byl poboznie czysty na swieta,
Ale niestety ktos go tam po - roz - dzie - ral
I teraz nie nadaje sie do uzytku.
Wniknalem wiec w zapach choinki i razem z nim
Owinalem sie wokol jej pnia, zielonych igiel,
Na zlotych powrozach zlotych aniolow
Wiszacych ...
Wznosze sie coraz wyzej i wyzej,
Mijam zlote blyskotki i swiatla razace
Az w koncu znajde sie na wysokosciach,
Tam gdzie wielka gwiazda
PAPIEROWA ...
Chwila"
Nieustanny
Strudzony dzien nie ustepuje.
Inny swiat, inne xrodlo,
inne...
Ten sam cien pod jablonia.
Czy juz wiesz?
Morze daje znaki w dali,
daremnie
Wiruja wience piany
gloszac bezdxwiecznie milosny niepokoj,
z bliska
z bliska - jednak odleglego...
niewazka
nieuchwytna
zaslona z zoltego jedwabiu.
W ciemnych ulicach, w mrocznych
zaulkach marzen modle sie o spokoj,
a i o radosc zdarza mi sie blagac.
W tunelu bez konca, szklance bez dna
szukam przystanku, z ktorego niegdys
odjezdzal autobus -nadzieja.
Jacys chuliganie, zapewne ci od milosci
zamazali rozklad jazdy.
W twarzach ludzi widze swych sedziow,
gotow mi moze wyrok smierci zatwierdzic.
Ja nie prosze o wolnosc, blagam tylko o
wspolna cele....
Usiade gdzies na krancach odchalni, popatrze
w gore, w dol, moze nawet przed siebie,
jesli starczy mi odwagi, i wspomne ciemne ulice, mroczne
zauki, autobusow korowody.
Wiatr mnie przeniesie na swym grzbiecie do miejsca....,
miejsca gdzie kiedys byl raj....
--
zamkne siebie jak muszle
nie obchodzi mnie to czy zostanie w niej cos cennego
zamykac sie bede pod woda ktora pachnie stokrotkami
zamkne
nie czuje potrzeby otwierania
nie nauczylam sie poslugiwac kluczem
zycia i bycia
zapominalam o szyfrach
ktorych mnie uczyl
piach wiatr i snieg
zamkne drzwi cicho
trzaskanie dzis nie jest tym czego pragne
choc kiedys traktowalam je jak pasje
wyroslam przeroslam doroslam
na tyle
by zamknac siebie
zamkne
i sama w sobie stane sie soba
---
----------------------------------------------
Dla tych co skonczyc z myslami nie moga...
Myslisz co wymyslic jeszcze mozesz,
myslisz, ze wymyslic musisz
do jutra, do dzis do zasniecia,
do przyjscia do domu, do juz !
W Twojej glowie wyscig mysli
bez ustanku goni
na okolnej biezni dookola.
Brak kibicow,
poszli juz na chlodne piwo,
a Ty wciaz samotnie przesz,
podejmujesz walke z nikla szansa,
przeciw nim, przeciw sobie.
O tym wiesz,
dobrze wiesz
zes ujarzmic chcial je sobie
zamknac w pudle malych pudeleczek
gdzie odkrywal bys je z nowa.
Po coz, na coz Ci to ?
tak zamykac w pudelkowym swiecie
to co moze byc dla Ciebie kluczem
do pudelka pudeleczek.
Snisz ze myslisz,
Myslisz ze snic szkoda.
Gdzie jest jawa sen Ci juz nie powie,
moze mysl ?
nie, nie ona,
odeszla w bessennna noc w laurowym wiencu.
rzeka
gdzies za domami
lub za miastem
san jose
zamiast warszawy
z bezdomnymi
w Jack in the Box
grywam w szachy
przepelnia mnie ulica
a lodka sunie
za domami
--------------------------------------------------------------------
dzikie dzikoscia konia ktory urwal sie z uwiezi
wolne wolnoscia jaka daja tylko chwile na jej
pulsujacym brzuchu..
spokojne jak tylko potrafia byc pluszowe zwierzeta
...takie sa moje , schizofreniczne
nigdy nie zrozumiane do konca.
MOJE ....zignorowane przez wasz swiat i
wasze systemy wartosci....
zdewaluowane po 15 minutach od narodzin
...............uczucia.
"Pamietam ten pokoj
ten stolik z wciaz gorzka herbata
tam w rogu
stal kwietnik
z wiecznie sucha pelargonia.
Te cztery sciany
a jakie piekne pudelko
Z otworem w ksztalcie
okna.
*
Pamietam ten dzien
taki zwykly
lecz troche gradowy
Wtedy wpadles do
pokoju jak cien
I kazales namalowac mi
powietrze.
*
Pamietam ten obraz
wielkie plotno powietrza
Uratowalam Cie wtedy
Dusiles sie
A ja otworzylam Ci okno
sztucznej wyobraxni.
*
I wtedy po pelargoni
Zostala sie tylko doniczka."
"Miniaturka zycia Twoja
Sloncem i blekitem jestem
Malym sierpem
Rekawica
Lekka zwinna panna
Twoja
Ukochana
Serca skryta
I radoscia Twa moj panie
Jestem
Plynna
Woda
Stawu
Niezbadana
Tajemnicza
Okielznana
Trzciny spiewem
Szumem sitowiska Twego
Coz tu dodac
Moj Ty panie
Jam Twa arka jest
Noego..."
dotyk
czasem mysli i slowa
zbyt gladko
rozmazuja sie
jak po szybie palcem
obrazy
gdy szyba zaparowana rysujesz przyszlosc
zmartwienie dniem wczorajszym gdy mrozem malowana
zimowe piosenki zablysna gdzies w srodku
gdy konca dnia czekasz
jak snu
smakiem sie obejsc nie da
smakuje latem i para na wierze
w oczy nie szczypie
lagodzi blaski xrenic
przyszlosc
czasem bywa jak smak
szyby
wiesz jaka bedzie nim dotkniesz
niczego nie wiesz bo dotykac
b e d z i e s z
---
Choc wcale juz nie jestes mloda
puszczasz sie z kazdym bez wyboru
wyobracana i zuzyta
nic nie zostalo ci z honoru.
Kazdy cie gwalci tak jak lubi
na tobie mlodx sie jurna cwiczy
wykorzystana w kazdy sposob
tys posmiewiskiem wszelkiej dziczy.
Nic juz nowego nie wymyslisz
gadasz to samo do znudzenia
lub cos majaczysz napuszona
nie majac nic do powiedzenia.
Wszystko juz chyba jest za toba
umierasz tak nieestetycznie
lepiej nic nie mow zasnij cicho
ladnie stylowo nostalgicznie.
Szkoda mi tylko biedna dziwko
wspolnych gor naszych i ogniska
rozmyslan glupich pod zaglami
i lez co wpadly do kieliszka.
raz jeden
chcialbym abys zrozumiala dobrze
nie slowa bo te niewiele znacza
lecz stracone nadzieje
raz jeden mialo byc dobrze
co z tego ze tlumaczylas
ze parapety okien to nie najlepsze
miejsce dla naszej milosci
gdy tylko tam mozna spotkac
niczym bezskrzydle naiwne ikary
raz jeden chcialem naprawde
zrozumiec swoje glebokie sny
cos jednak stalo miedzy nami
takie nieuchwytne jak to co
tworzylo sie chwilami
zapamietam raz jeden
Bezsennosc
Trzy fotele, dwa krzesla, cztery katy.
Pije piwo ktorego nie zamawialem
marzen nawet juz nie ma.
Tylko slowo gdzies jeszcze sie kolacze.
Tylko skurcz jeszcze w brzuchu,
jakbym mial sie jeszcze czego bac.
Nie mam do kogo i nie chce do nikogo dzwonic,
nie oczekuje i nie chce zeby ktos zadzwonil,
nie chce mi sie przypominac,
nie lubie juz wspomnien.
Nie czuje przeplywajacego czasu,
nie czuje zalu.
Nie chce wiedziec co mnie czeka w zyciu,
bo ja nie czekam juz na nic.
Ide znow polozyc sie spac.
Zimne spojrzenie
Zimniejsze od zimna
Parzy ludzi stloczonych w tramwaju
Ich skupienie na twarzy
Gdy obcy wyciaga gnata spod polow plaszcza
- Odbezpiecza.
Zaparowane szyby ukrywaja tragedie
Dla przechodniow na zewnatrz zycie biegnie dalej
A w srodku dylatacja czasu
Jak na krawedzi pola Schwarzschilda
Ta chwila trwac bedzie wiecznie
- Wycelowuje ? nie strzela na oslep.
To co sie tam dzieje
Z mojego punktu widzenia i tak nie ma znaczenia
Bedac na zewnatrz o niczym sie nie dowiem
A ci co wewnatrz?
Dla nich ta chwila juz dawno minela
"Jak daleko"
jak daleko siegam reka
zabawne
piec palcow na kazdej z moich rak
a rece dwie
i nogi tez
i na nich piec...
ach co za zbieg
zbieg okolicznosci
a glowa
a w glowie
a na powierzchni glowy
mowic ?
powiem
oczu dwoje
nos
i usta
uszu para
i wlosy - takie jak on
jak ona chciala
dalej juz tylko smiech
(wyreczam innych)
zbieg
zbieg okolicznosci
ze nie widzimy sie
ze estetyczniej tak i prosciej
zyc nam bez tej
(zawaham sie
lecz przyznam ze)
dziwnej milosci
coz dalej rzec
powracam
na chwile jeszcze w myslach wciaz przeszlych
i w wielkim zdziwieniu
jak daleko siegam reka
---
nie lubisz tego czego nie rozumiesz
nieproste drogi prostymi staja sie bardzo poxno
zazwyczaj
gdy nie chcesz
prostowac dla siebie
nie lubisz tego co sluchac trudno
zapomniec o scianach jak wrogach
dzis sobie
pozwol
bo ludzie tak twardzi
zbyt jasno nie mowia
zbyt latwo nie sprawia
gdy zycie jak siatka
gmatwana latwo
tak latwo stac sie wrogiem
tak trudno o przyjaxn
wiec nie zapomnij
by cenic co prawda
i sciany rozbijac
---
Brud
Poznalem dzis w nocy prawde
Bolesna prawde o samym sobie.
Jak waz pelznalem po twoim ciele
Z gorzkim usmiechem 40 wolt.
Teraz juz wiem,
Ze jestem do tego zdolny.
Wykorzystalem zdwojona odwage metnego wzroku
By Cie otworzyc na mokrej podlodze.
Bardzo zaluje,
Ze nie poznalem twojego imienia.
Bez slow sie poddalem bezmyslnej chuci
Wciaz podsycanej mysla o innej.
Samego siebie blagam o przebaczenie...
Lecz nigdy go nie dostane.
Trzaskajacym papierem
kartki spalone
zapisane mirazem
prawdy z klamstwem.
Ktos na symulatorze
latac probuje
choc nogi krzesla
utonely w podlodze.
Ktos tam na scianie
nimfy ujetej w rame
piesci jedwabiem skory
przezroczyste wdzieki.
A na poduszce kolejny swiat
odbil sie paroma snami
co noca kropla marzen
stukaly w kamienne czolo
uparcie zlobiac matryce
nieprawdziwego rankiem nieba.
"Czasami kiedy jestes"
Czasami jest cieplo
Gdy mysle o Tobie
Slonce swieci jasniej
Szarosc nie istnieje
Czasami slysze muzyke
Gdy widze Twoj usmiech
I pytam tylko o chmury
Choc teraz ich nie ma
Czasami cos mowisz
Chyba Cie nie slucham
Widze slodkie ogrody
Ptakiem jestem wielkim
Czasami siedzisz przy mnie
Widze Twoje usta
Wszystko jest niczym
Leze sam na mej polanie
Czasami mnie dotykasz
Mnie dawno juz nie ma
Plyne lodzia wielka
Widze sny najskrytsze
Czasami widze chmure
Zabiera mi swiatlo
Sny gina tak szybko
Wiesz o tym najlepiej
Kiedy odchodzisz
Po prostu nie wierze
Widze Cie ciagle
Stojaca tuz obok
I choc Ciebie juz nie ma
Caluje Cie czule
Ucieklas tak dawno
Nie zapomne Twych ust nigdy
Rozmowa z dusza
Przepraszam Pania, czy Pani nie wie ?
Nie wiem - odrzekla - I nie chce.
Dlaczego ?
Nad glowa jak ptak przelecialo spojrzenie
I usiadlo na obcym ramieniu.
Plakalam dzisiaj.
I coz w tym zlego ?
Lzy byly nie moje.
A ty ? Czy latasz dziury w sumieniu ?
Nie wiem - odpowiedzial - jak to sie robi.
Dlaczego ?
Wilgotna reka jak plochy zajac
Ukryla sie w bezpiecznej kieszeni.
Smialem sie dzisiaj.
I coz w tym zlego ?
Smialem sie z siebie samego.
swiat jest echem smiechem
co milosci odpowiada zdrada
do dnia noca krzyczy
a do wesela chichotaniem zniczy
z echem smiechem
mozna sie dogadac zmagac
wierzac w Boga trwoga
zlem za dobro odpowiadac
ja chce byc echem w lesie
co po drzewach sie rozniesie
tylko kilka lisci straci
zadnej glowy nie zamaci
a ja jestem echem smiechem
bo inaczej jest niz chce sie
a ja jestem smiechem echem
bo tym lesnym byc mi chce sie
Czym jestes
Moge pomyslec
i zadac to pytanie
spokojnie,
zanim skonczysz
Moge sie przypatrzec,
moge zedrzec z Ciebie
wzrokiem nagosc
i ubrac tak jakbym chcial
Zastanowic sie czy myli mnie swiatlo,
czy myli mnie mrok
moge czekac az bardziej
bardziej nie potrafie zastanawiac sie.
Moge podejsc.
Czym jestes?
Nie potrafie odgadnac,
nie potrafie nic wymyslic.
Musze spytac.
"Melodia"
pisze nowe swiaty
atramentem mysli
wsiakam w gaszcz liter
pod szerokie slowa
gdzie
z cieplej herbaty
i wznioslych abstrakcji
szarpaniem pociaganiem
wydobywam dxwiek
on
z wolna
pokonujac cisze
Zabrzmi nagle
zgrzytem trwania!
i w cichy
szept szeleszczenia
az do milczenia
zapadnie
-------------------------------------------------
Zeglarz---
zmeczyles mnie dzisiaj deszczu
rozdraznilas muzyka matowa mglo
nie moge zaplakac
to smieszne
slabosc
bezradnosc nigdy nie opada nad ranem
nim swit zaczyna iskrzyc
nim powiem dobranoc
nim zasne
nic sie nie konczy
a koniec tak slodko mami
jak gron otwarte soki
rozgrzane to
co nie moje
a slowa
tylko one
rania
---
Ilekroc ujrzysz, jak zhukana fala
Po glebinach barke przerzuca tulacza,
Niech sie anielskie serce nie uzala
Nad plynacego trwoga i rozpacza.
Te barke wicher odbil od okretu,
Na ktorym zeglarz swe nadzieje zlozyl;
Jezeli wszystko jest pastwa odmetu,
Czegoz by plakal? o co by sie trwozyl?
Lepiej mu posrod zywiolow bezrzadu
Walczyc co chwila z nowymi przygody,
Niz gdyby wybrnal i z cichego ladu
Patrzyl na morze, i liczyl swe szkody.
---
wex moje uczucia
jak swoje
i dopiesc
wex w rece wieczorem
i zamrucz do powiek
mych
rozespanych
wiem ze to wlasnie
bol co nie twoj lecz twoim stawac sie moze
wex i rozetrzyj
jak kamien
tak dobrze
choc dobrze
juz nigdy nie bedzie
uczucia sa ze mna bo one sa
wszedzie gdzie zajrze
oczy odwracam
bo bola
---
Moc
Nie wiem jak szed?em do tej pory
a w cieniu widzia?em tylko zmory
Lecz teraz nic ju? mnie nie powstrzyma
gdy kto? taki jak ty za d?o? mnie trzyma.
Dobrze jest czu? przy Tobie tyle mocy
dobrze budzi? si? obok Ciebie w nocy
I patrze? jak stopki we mnie w tuli?a?
gdy spokojnie o czym? ?ni?a?.
16.12.98
Wypadek.
Nie chce czuc ze Cie nie ma
chce wiedziec ze sie zmienia
Nie strach na przerazenia
lecz milosc na pragnienie.
Wiec chodz sciezkami dwiema
bo martwie sie gdy Cie nie mam
I gniew do swiata czuje
gdy Cie nie obejmuje.
---
swieta
w ktorych najbardziej
puste miejsce przy stole
miloscia bola
swieta
wiatrem ostrym
co gasic kaze
plomienie swiec
swieta
gdzie zimno z cieplem
gorace
miloscia tych co przy stole
---
Ludzie
Zwyklymi dlonmi dotykaja wykrzywionych ust.
Gdy szepcza - nad glowami szaleje huragan,
Gdy krzycza - cisza tlumi ich wolanie.
Szarzy poeci, prozaicy zycia,
Powiesciopisarze wlasnego losu.
Bez wzgledu na pore roku
Tworzacy sztuke dla sztuki
- wlasne zycie.
Zmeczonymi nogami wydeptuja sciezki chodnikow.
Gdy placza ? lez nikt nie zaluje,
Gdy smieja sie ? nad smiechem
Unosza sie opary zazdrosci.
"Bezelektrycznej nocy"
ta noc
dostojnosc wosku rozlewa
topiac wolframu zgielk
wzrok
na przytulnym plomieniu klade,
co chroni przed mrokiem zaoknia
rosnie
cisza i czas
przez zlota dziurke
wpada powiew nieziemskosci
muskajac dusze
wtajemnicza
glebiej
gdzie stalowka peka
-----------------------------
zyczenie
gdyby tak bylo
ze kiedys tam
w przyszlosci
zyczenie bym mial
Jedno
tylko
to kazalbym znow
wprowadzic kartki
Tym razem na slowa
Przypuscmy dziesiec
Na miesiac
Skonczyloby sie wtedy
Nicniemowienieipustoslowiekurewwtracanieimozewtedynauczylibysmysiewreszcie
mowic
milosc mowia
motorem wszystkiego
Gowno
przeceniona rewolucja
paru zwiazkow chemicznych
ktora i tak zreszta
konczy sie po trzech miesiacach
potem
spadek napiecia
przyzwyczajenie
nuda
w koncu slub
bo przeciez odejsc
jakos nie wypada
dziecko
drugie
przy odrobinie pecha
trzecie
praca
kotlet
rosol ( w niedziele )
a smierc przyjdzie
w polowie deseru
zlapie sie za serce
jeknie
i umrze ze wstydu
Przebudzenie
------------------
Sen unosi sie z porannym dymem
Wsiakajac w abstrakcje szarych ksztaltow
Do nieba ! Do nieba !
Zaczerwienily sie drzewa ze wstydu,
Ze je przylapales bez zadnego okrycia.
Zlosliwie szumia pomiedzy soba.
A czarne, kraczace szpony
Chwytaja nieprzebudzonych
I razem ze snami znikaja w niebycie.
-Obrazek-
Dwie linie w owalu twarzy
Biala kreska warg
Na policzku smuga
Rozmazana palcem
niebylego malarza
W glebi - polkola
ciemne oparcia
Troszke swiatla od okna
Kilka cieni
Juz prawie
Jeszcze tylko kartka
Kilka szybkich slow
I cisza.
Cyk
Spenetrowalismy swe dusze,
A od strony zegara
Jedno "cyk" tylko w tym czasie dobieglo.
W ciszy, z przyspieszonym oddechem
Zbadalismy swe wnetrza.
Coz tam ujrzelismy ?
- Jak zwykle, to samo -
Bol, chuc, marzenia,
Lek jakis przedziwny.
Przed czym ?
Przed tym, ze moze nam jednak zalezec.
gwiazdo daleka
komu promieniejesz
komu dajesz zludzenia
nadzieje
gwiazdo lodowcow
komu tak milczysz
po mnie trop na sniegu
wilczy
gwiazdo falszywa
ciebie juz nie ma
to tylko blask oslepia
oniemia
Juz swit...
Stoje i czekam,
przyjezdza pociag
przystanal -- czeka.
otworzyl swe usta
lecz -- tylko ludzie don weszli
wiec szybko uciekl speszony
wybieglem wtedy wprost na ulice
gdzie jeszcze sennosc ze swiatel trwala
w niemym zachwycie nad martwa juz noca
Kraina
Gdzies istnieje taka kraina,
gdzie czlowiek stojac na gory sie wspina,
Sa tam gdzies takie lzy na policzkach,
ktorych wiatr nie wysuszy,
jest gdzies spiew ptaka,
ktorego nawet Bog nie zagluszy,
Napewno sa tam rzeki bez zrodel,
drzewa co zawsze owoce maja,
napewno beda tez tam ludzie,
ktorzy to wszystko kochaja...
DO J*...
kochalem cie kiedys bez granic, bez zmyslow,
kochalem cie jak wariat jakis, bez zbednych slow.
i choc moje serce dla tysiecy bilo
to jednak dla ciebie najpiekniej spiewalo.
ty przekreslilas to wszystko jednym swoim gestem.
teraz juz nikomu nie potrafie poematow skladac,
tego kim ja jestem z glebin serca dawac,
bos ty to miejsce juz dawno zajela,
i juz cie tam nie ma, lecz pustka zostala.
lustro
to w lazience
w ktorym tylekroc
przegladalas sie
rankami
wieczorem
jednym uderzeniem
tracone zaledwie
rozdzwonilo sie
ostrymi tonami
kaleczac dlonie
zbieram pochylony
krysztalowe odbicia
zapisane twarze
spogladaja na mnie
szklanymi oczami
wtem dostrzegam
usmiech
cieply i lagodny
krzyczac z bolu
wdeptuje go w nicosc
bosymi stopami
Nad kazda nuta
Mozna sie zatrzymac
Bezsilnie probowac
powstrzymac
zatrzymac zal.
Lecz kazda nuta
ma brzmienie
I kiedy juz brzmi
Pulsuje bez celu, wedlug prostej zasady
trwac.
po tej stronie mlecznej drogi
jestesmy jakby sami
to tak jakby mieszkac na prowincji.
Od czasu do czasu przeleci jakas kometa
a potem dlugo nic,
z twarzami wtulonymi w noc
patrzymy na wielki swiat
zaciekawieni
pamietamy
ze pare lat temu
cos wybilo dinosaury
doszczetnie






Top
 Profile
 
Post new topic Reply to topic  [ 1 posts ] 




 Topics   Author   Replies   Views   Last post 

Who is online

Users browsing this forum: wladdy,mik,xaveri, prezenty and 4 guests


New posts New posts    No new posts No new posts    Announce Announcement
New posts [ Popular ] New posts [ Popular ]    No new posts [ Popular ] No new posts [ Popular ]    Sticky pozycjonowanie
New posts [ Locked ] New posts [ Locked ]    No new posts [ Locked ] No new posts [ Locked ]    Moved topic Moved topic
You can post new topics in this forum
You can reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot post attachments in this forum

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group - Pozycjonowanie