On Mon, 18 Jan 1999 22:40:30 GMT, Karol Krysiak
wrote:
>A oto poczatek:
>###################################################################
[ciach - zeby nie robic za duzych postow - cytujemy zawsze tylko
ostatni akapit okey ?]
> Byl juz blisko centrum tego miasta. Gospody nabieraly wygladu
>miejsc nadajacych sie na nocleg, a powoli tracily cechy mordowni, w
>ktorych trzeba wlczyc rownoczesnie z chciwoscia karczmarza, grupami
>typkow swiadczacych uslugi w zakresie pozbawiania cie pieniedzy i
>armiami karaluchow swiadczacych uslugi w zakresie pozbawiania cie
>zasluzonego odpoczynku.
>...
... Zatrzymal sie prawie przed rynkiem, na wprost gospody o dziwnej,
przyciagajacej wzrok nazwie : "Druga Rzeczywistosc". Zsiadl z konia i
wolnym krokiem wszedl do srodka. Widok, jaki ukazal sie jego oczom nie
byl tym, czego sie bynajmniej spodziewal. Metaliczny wystroj wnetrza
nie pasujacy do tej epoki, jakies dziwne
lampy swiecace bez ognia
i.... wlasciwie pustki, oprocz barmanki, ktorej twarzy nie widzial,
ale poznawal po wyraznych, pieknych ksztaltach, ze to na pewno
kobieta, oraz jakiegos goscia, ktory lezac na jednej z law saczyl
powoli jakis niebieski trunek, nie bylo tu nikogo. Podszedl do
kontuaru i zamowil piwo. Kiedy barmanka nalewala piwa poprzez dziwna
rure wystajaca z kontuaru wreszcie mogl zobaczyc jej twarz...... Jakze
piekna stwierdzil w myslach.... zero rys, zmarszczek, i te kolory,
jakze inne od twarzy miejscowych kobiet, tak zaniedbanych i brudnych.
Miejscowych ? Wlasnie, moze ona nie jest miejscowa, moze ona jest
..... Tok rozumowania przerwal mu ryczacy huk, ktory wlasnie sie za
nim rozlegl, miekkim ruchem zsunal sie ze stolka przy barze, tak ze
jego postac na tle oswietlonego baru byla prawie niewidoczna. jakies
7 metrow przed soba zobaczyl wiszacy w powietrzu oblok, z ktorego
wychodzili goscie ubrani w dziwne pelne roznych dziwnych dodatkow
stroje, na dodatek nosili ze soba jakies dziwne narzedzia, czarne,
wygladajace jak wyciosane z onyksu, ale takiego duzego onyksu jeszcze
nikt nie widzial. Nagle zauwazyl, ze siedzacy przy jednej z law pijak
wyciaga podobne narzedzie i kieruje je w strone wychodzacych z obloku,
rozlegl sie huk, nie byl jednostajny, raczej jak szczekanie psa, tylko
w o wiele szybszym tempie, bardziej urywane i glosniejsze.
Ku zdziwieniu obserwatora, zaraz po huku zobaczyl, jak jedna z
postaci pada, natomiast pozostale rozpoczely swoisty taniec unikow i
zaczely uzywac swoich narzedzi. Wokol bylo jasno jak w dzien i glosno
jak w mlynie, narzedzia przybyszy robily ogromne zamieszanie. Nagle
poczul znajome cieplo na ramieniu, krew splywala ostra sciezka.... jak
to ... ? pomyslal..... i stracil przytomnosc.
* * *